"Urlop" dobiegł końca, co za tym idzie? Powrót do domku i od poniedziałku znowu do pracy. Tydzień minął Nam bardzo miło, zupełnie inne miejsce, wypoczynek na świeżym powietrzu, a przy tym udało się wykonać 3 treningi w innym miejscu (a także o innej porze i warunkach). W związku, że dzisiejszy dzień obiegał w porządki, postanowiłem wykonać trening pod wieczór jak wrócimy. Zbliża się godzina 19:30, czas się szykować do wyjścia i zrobić swój kilometraż. Przed wyjściem zjadłem 3 kostki gorzkiej czekolady i wypiłem 100 ml kompotu. Jako, że była to późna pora, słoneczko aż tak bardzo nie grzało, nie było takiego upału i sam trening przebiegał zaskakująco dobrze. Nie wiem czego jest to zasługa: pory? tego, że wczoraj nie jedliśmy mięsa z grilla? powrotu do domu? Nie mam pojęcia, ale nogi aż same się pchały do przodu. Niby tempo utrzymywałem poniżej 5 min / km, a pulsometr pokazywał 80%! Uśmiech sam pojawiał się na tworzy, choć nie mogłem w to uwierzyć. Ale wracając, na początku mała rozgrzewka w postaci 2 km w 65-70% tętna. Dalsze kilometry jako rozbieganie (11,34 km) utrzymywałem w tętnie 75-80%. Przez cały ten czas, co 3 kilometry brałem kilka małych łyków napoju izotonicznego. Ogólnie przez cały trening, jak i zaraz po nim wypiłem 250 ml napoju i zagryzłem to batonikiem Just Fit.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz