| Dzień treningu | Wtorek | Czwartek | Sobota | Suma |
| Kilometraż | 13,74 km | 11,14 km | 13,79 km | 38,67 km |
W tej chwili mamy już nowy tydzień i co raz bliżej do upragnionej daty - 13 październik! Dłuższe wybieganie miało się odbyć w niedziele, jednak przy zbliżającym się wieczorze, oczy i całe ciało zaczęło się robić z minuty na minutę cięższe. Widocznie tego dnia nocki zaczęły wychodzić i dawać o sobie znać, w takim razie co? Wstajemy w poniedziałek i zaczynamy testować żele. Trafiłem na dość przyjemną pogodę, bez wielkich upałów z samego rana co nie powodowało nadmiernego przegrzania organizmu. Na pierwszy ogień poszedł taki żel:
Pierwszy raz miałem okazję spróbować jak smakuje taki żel, tym bardziej jak zadziała na organizm. Pierwsze słowo jakie przychodzi na myśl jedząc coś takiego to - mus. Bardzo fajna konsystencja, nie trzeba gryźć - po prostu pijemy (w tym przypadku) słodki mus jabłkowo-truskawkowy. Szczerze powiem, że miałem ochotę od razu wrócić do domu i otworzyć resztę (niestety, ale jestem pierwszy jeżeli chodzi o słodkie :)). Zadaniem na treningu było dłuższe wybieganie w tętnie 65-70% i do wyboru:
- albo dystans 18 km,
- albo 2h biegu,
Udało się pogodzić w miarę obydwie rzeczy, organizm czuł skutki 2 godzin pracy, ale nie był zmęczony (takie przecież było założenie długiego wybiegania). Przetestowałem również sposób pojenia organizmu przy tego typu aktywności i doszedłem do wniosku, że picie co 2 km kilku łyków napoju izotonicznego (w moim przypadku) bardzo dobrze się sprawdza - suchości w gardle nie ma i sam trening mija swobodnie.
Czy to wszystko? A właśnie, że nie :) godzina 9:30 a ja zakładam strój, buty i wyruszam. Zmieniłem trochę podejście do treningów i wróciłem do mniejszych dystansów, aby stopniowo wprowadzać organizm w dłuższy i większy wysiłek. Dystans jaki dzisiaj wybiegałem to 11,13 km, z czego pierwsze 3 km odbyły się na zasadzie rozgrzewki przy tętnie 65-70%, a 8 km jako rozbieganie przy 75-80% tętna.


