Pokazywanie postów oznaczonych etykietą plan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą plan. Pokaż wszystkie posty

sobota, 3 sierpnia 2013

Wytrwałość przede wszystkim.

Po pięciu nockach w pracy, w końcu można się zrelaksować i przestać żyć myślą "i znowu dzisiaj tam wracam". Prognoza pogody również dzisiaj się sprawdziła, ponieważ piękna i słoneczna pogoda towarzyszyła przez cały dzień (i jak tu jej nie wykorzystać?). Wcześniej jednak mała drzemka - nagroda dla organizmu po takim tygodniu. Jako, że popołudniu wybraliśmy się nad jezioro z małym (Rafałek oczywiście pozdrawia :))


zdecydowałem się, że trening ze spokojem odbędzie się pod wieczór, również słońce nie będę aż tak grzało. Zabawa nad wodą była przednia, szczególnie widok syna w tym swoim kółku. Po powrocie można było zacząć "szykować się" do wyjścia - 2 godziny przed zjadłem bułkę z dżemem truskawkowym (mały zastrzyk energii na drogę) i wypiłem 200 ml soku (jeszcze w trakcie doszło kolejne 200 ml i 125 ml napoju izotonicznego).

Sam trening (o dziwo) przebiegał super - może za sprawą braku słońca, które tak grzało w ciągu dnia. Pierwsze 2 km rozgrzewki były niczym kawa z samego rana, poczułem że baterię znowu zaczęły się ładować inną energią. Tempo było takie jak zwykle - 65-70% tętna, przy czym nie wiedziałem czy pocę się, bo organizm zaczął podnosić temperaturę czy z powodu dużej wilgotności powietrza. Kolejne kilometry starałem się trzymać zarówno w równym tempie jak i tętnie. Już na stałe do swojego "stylu" biegowego dołożę odpowiednią pracę rąk - bardzo dobry wspomagać, szczególnie gdy nogi chcą zacząć zwalniać. Cały dystans 11,8 km rozbiegania pokonałem w tętnie 75-80%.




Przez cały czas treningowy wypiłem 250 ml napoju izotonicznego i przegryzłem to batonikiem. Nie wiem czy to woda takiego smaku mi narobiła czy ten bieg, ale po powrocie w biegu, pierwsze co wpadło mi w rękę to duży jogurt 400 ml z owocami. Niebo dla podniebienia :)

wtorek, 30 lipca 2013

Lipiec można już zamknąć.

Nie jest to ostatni dzień Lipca, jednak po dzisiejszym bieganiu już wiem, że jutro to dzień przeznaczony na regeneracje organizmu. Poprzedni tydzień niestety nie był zbyt owocny z treningi... z planowanego niedzielnego długiego wybiegania nic nie wyszło... Mieliście kiedyś sytuację podbramkową na takiej zasadzie, że szukaliście ważnego dla Was dokumentu i za choinkę jasną nigdzie go nie było? Wiedzieliście, że na 10 m2 musi się gdzieś znajdować, ale po 2 godzinach przeszukiwania różnych innych skrytek.. po prostu nigdzie go nie było? Było już późne popołudnie, organizm przygotowany żeby o godzinie 19 wyjść i zrobić przebieżkę... ale po kilku godzinach poszukiwań dokumentu nie byłem wstanie pójść biegać... cały czas myślałem, że mogłem go położyć, w której teczce mogłem go pozostawić... Do końca dnia miałem tylko nadzieję, że w poniedziałek, gdy ruszę w trasę, uda mi się zrobić kopię lub jakiś odpis... Na szczęście wszystko się ułożyło (od razu poczułem jak spięte mięśnie, mimo braku niedzielnego biegu, zaczęły się rozluźniać i odpuszczać).

A jak minął dzisiejszy dzień? Po całonocnej burzy, którą miałem okazję oglądać na nocce, podchodziłem sceptycznie czy w ogóle słońce dzisiaj wyjdzie za chmur. Jednak gdy tylko otworzyłem oczy po krótkiej drzemce, co zobaczyłem? Piękną pogodę! No dobra, trochę wiało, ale przynajmniej nie padało :) Ubrany i przygotowany wyszedłem na spotkanie z chłodniejszą pogodą. Przyznaję, przyjemnie było móc przeprowadzić trening w niższej temperaturze, w porównaniu do niedawnych upałów. Pierwsze 2 kilometry polegały na rozgrzaniu niedawno co rozbudzonego organizmu. Tempo było spokojne, bo jak zwykle 65-70% tętna. Aaa, zapomniałbym - przed samym wyjściem oczywiście wypite 100 ml kompotu z czarnych porzeczek. Kolejne kilometry przychodziły ciężko. Głowa cały czas podsuwała myśl: "zrób sobie przerwę, odpocznij, zawróć do domu, itp". Sam jednak się nie poddałem i chyba organizm to wyczuł, że nie ma szans, bo już po 50 minutach było 1:0 dla mnie i ten stan już nie wracał. Ciąg dalszy dystansu (11,7 km) przebyłem w tętnie 75-80%. W ciągu całego treningu wypiłem 250 ml napoju izotonicznego (co 3 km kilka łyków) oraz zjadłem baton Just Fit (co 5 km mały "gryz", tym razem popijałem małym łykiem napoju).



Jako, że kończy się miesiąc Lipiec, zestawię cały kilometraż:

Tydzień Poniedziałek Wtorek Środa Czwartek Piątek Sobota Niedziela
I tydz. X 13,14 km X 10 km 13,73 km 16,89 km X
II tydz. 10,75 km X X X X 10,67 km 12,76 km
III tydz. X 16,35 km X 15,65 km X 13,34 km 16,88 km
IV tydz. X X 14,17 km X 10,38 km X X
V tydz. X 13,74 km X X X X X

niedziela, 21 lipca 2013

I tak minął kolejny tydzień.

Niedziela wieczór... II tydzień treningu już za mną - wrażenia? Po dzisiejszym dniu odczuwam pozytywne zmęczenie tym tygodniem. Trochę jest to spowodowane tym, że wybrałem się z wczesnego ranka do sklepu rowerem, taka rekreacyjno-rehabilitacyjna wycieczka (najlepszy sposób na regeneracje kolana i mięśni to właśnie rower lub pływanie :)). W sumie to pokonałem w obydwie strony około 30 km, ale było warto! A zatem co zyskałem? Proszę :)


Kupiłem kilka produktów do testowania, które będę wykorzystywał podczas Maratonu (w końcu na samych batonikach nie będę biegał :)). A skąd ta bluza? Była w promocji i bardzo się przyda na sezon jesień/zima.

Zaplanowałem dzisiaj trochę dłuższe wybieganie. Szczerze powiem... miałem z tym problem. Największym z nich było utrzymanie niższego tętna, ponieważ głowa wiedziała jedno, a serce chciało "szybciej, szybciej". Ale i to się udało! Całe 16,88 km pokonałem w tętnie 65-70%. Nim jednak wyszedłem na bieg zjadłem 3 kostki czekolady i 100 ml płynu. Teraz wiem, że na dłuższe wybiegania muszę zabierać ze sobą więcej napoju izotonicznego i pić trochę częściej. W sumie to podczas całego treningu wypiłem 250 ml napoju (na początku co 3 km kilka łyków do 12 km, później co 2 km przez wzgląd na odczucie organizmu) i zjadłem batonika Just Fit (co 5 km "gryz"). Po powrocie do domu, z uczuciem utraty płynów, piłem małymi łykami kolejną dawkę 250 ml napoju izotonicznego i wypróbowałem Owocowy żel APTONIA o smaku jabłkowym. Pierwszy raz miałem okazję jeść coś takiego, bardzo dobry jabłkowy smak, łatwo się konsumuje. Na pewno napiszę jeszcze nie jeden post odnośnie produktów, które będę próbował :)



Tabelka sumująca ten tydzień treningu:

Dzień treningu Wtorek Czwartek Sobota NiedzielaSuma
Kilometraż 16,35 km 15,65 km 13,34 km 16,88 km62,22 km


sobota, 20 lipca 2013

Miły powrót :)

"Urlop" dobiegł końca, co za tym idzie? Powrót do domku i od poniedziałku znowu do pracy. Tydzień minął Nam bardzo miło, zupełnie inne miejsce, wypoczynek na świeżym powietrzu, a przy tym udało się wykonać 3 treningi w innym miejscu (a także o innej porze i warunkach). W związku, że dzisiejszy dzień obiegał w porządki, postanowiłem wykonać trening pod wieczór jak wrócimy. Zbliża się godzina 19:30, czas się szykować do wyjścia i zrobić swój kilometraż. Przed wyjściem zjadłem 3 kostki gorzkiej czekolady i wypiłem 100 ml kompotu. Jako, że była to późna pora, słoneczko aż tak bardzo nie grzało, nie było takiego upału i sam trening przebiegał zaskakująco dobrze. Nie wiem czego jest to zasługa: pory? tego, że wczoraj nie jedliśmy mięsa z grilla? powrotu do domu? Nie mam pojęcia, ale nogi aż same się pchały do przodu. Niby tempo utrzymywałem poniżej 5 min / km, a pulsometr pokazywał 80%! Uśmiech sam pojawiał się na tworzy, choć nie mogłem w to uwierzyć. Ale wracając, na początku mała rozgrzewka w postaci 2 km w 65-70% tętna. Dalsze kilometry jako rozbieganie (11,34 km) utrzymywałem w tętnie 75-80%. Przez cały ten czas, co 3 kilometry brałem kilka małych łyków napoju izotonicznego. Ogólnie przez cały trening, jak i zaraz po nim wypiłem 250 ml napoju i zagryzłem to batonikiem Just Fit.


czwartek, 18 lipca 2013

Kilometr za kilometrem.

Kolejny piękny dzień Nas dzisiaj przywitał - i takie właśnie powinny być wakacje, lato. Jest to czas odpoczynku, ale można ten czas spędzać w sposób aktywny! Z samego rana, jak tylko mały otworzył oczy i obudził rodziców, zjedliśmy smaczne śniadanie i wzięliśmy się za obowiązki. I o to przyszła godzina 10:00 - czas ubrać buty i można ruszać w trasę. Przyznam, że uwielbiam biegać po lesie, więc bardzo się cieszę że udało mi się znaleźć odpowiednie miejsce do wybiegania.
Przed samym wyjściem wciągnąłem 3 kostki czekolady i oczywiście 100 ml kompotu na drogę. Początek dzisiejszego biegu rozpocząłem od rozgrzewki na dystansie 3 km w tempie 65-70% tętna. Gdy już poczułem, że mięśnie są przygotowane mogłem podkręcić szybkość. Całe kolejne rozbieganie, czyli 12,65 km pokonałem na tętnie 75-80%. Przez cały trening wypiłem 250 ml izotoniku (co 3 km kilka łyków) i zjadłem batonik Just Fit (co 5 km "gryz").



Przeglądając dzisiejszego dnia internet, trafiłem na hasło które bardzo mnie rozbawiło :) coś czuje, że maraton właśnie tak będzie wyglądał :)

wtorek, 16 lipca 2013

Słoneczko wróciło!

Dziecko to cudowny budzik - potrafi postawić na nogi z samego rana, jak tylko pojawią się pierwsze promienie słońca. Nie wiem w jaki sposób to robią, przynajmniej nie muszę nastawiać alarmu w komórce, bo wiem że wstanę około 6. Mimo delikatnego zmęczenia, miło było zobaczyć czyste, niebieskie niebo i wschodzące słońce co raz wyżej - człowiek od razu ma inne nastawienie w ciągu dnia. Po obfitym śniadaniu przyszedł czas na przerwę przedbiegową i na obowiązki w domku, w którym przebywamy.

Jaki plan na dzisiaj? Zaczął się I dzień 2. tygodnia treningów! Jako, że niedzielny bieg był trochę za krótki postanowiłem dzisiaj wziąć się za siebie i podreptać dłużej (chociaż patrząc po treningu wyszło raczej więcej kilometrów :)) Przed samym wybieganiem wciągnąłem 3 kostki czekolady oraz 100 ml soku. Tym razem udało się dostać w planowane miejsce co jeszcze bardziej mnie zmotywowało do dalszego biegu. Początkowo jednak mała rozgrzewka przez 2 kilometry w tempie 65-70% tętna. Dalsza część odbyła się w postaci rozbiegania w tętnie 75-80% na dystansie 14,35 km.



Podczas całego treningu wypiłem 250 ml napoju izotonicznego (co 3 kilometry kilka łyków) i zjadłem batonik Just Fit Musli (co 5 kilometrów jeden "gryz"). Patrząc, że było bardzo gorąco, zaraz po treningu wypiłem jeszcze 100 ml napoju izotonicznego i niespodziankę, która na mnie czekała :) bardzo przepyszny nektar dla organizmu.

niedziela, 14 lipca 2013

Na urlop z butami :)

W końcu wymarzony wolny tydzień, z dala od pracy, obowiązków, na łonie natury. Oczywiście to nie oznacza, że robię sobie wolne od treningów - strój, przybory oraz buty to była podstawa podczas pakowania toreb. Na niedzielny dzień postanowiłem zrobić sobie trochę dłuższe wybieganie. Od samego ranka przeglądałem na mapie okolicę, w którym kierunku na jaki teren mogę trafić. Ku moim oczom ukazało się jezioro niedaleko miejsca, w którym spędzaliśmy noc - a więc mam punkt zaczepienia :) W ciągu całego dnia pogoda dopisywała - ani nie było za gorąco, ani za zimno choć po chmurach sądziłem, że spadnie deszcz.

Nadszedł czas wybiegania - tym razem przed samym treningiem wypiłem tylko 100 ml soku. Z racji, że na obiad jedliśmy makaron z sosem + pulpety organizm dostał dość paliwa na wysiłek. Na trasę zabrałem ze sobą jednak baton, a także buteleczki z napojem izotonicznym. W planach było dłuższe wybieganie, które zakończyło się na 12,76 km - dlaczego? Większość część zajęło mi podziwianie okolicy i szukanie drogi (dobrze, że istnieje coś takiego jak GPS). Mimo takiego kilometrażu jestem bardzo zadowolony z rozbiegania. Pod koniec trasy złapał mnie jeszcze mały deszcz, który orzeźwił i dodał więcej energii na sam koniec. Podczas całego biegu uzupełniłem 250 ml płynów, no i mała przekąska Just Fit Musli.




Końcowa tabelka sumująca ten tydzień:

Dzień treningu Poniedziałek Sobota Niedziela Suma
Kilometraż 10,75 km 10,67 km 12,76 km 34,18 km


niedziela, 7 lipca 2013

Przemyślenia na przyszły tydzień.

Czytając kilka artykułów i wypowiedzi innych osób wszędzie pojawiało się zdanie "planowanie przyszłych biegów to podstawa każdego treningu". Pierwszy tydzień mam już za sobą - organizm czuje się bardzo dobrze, nastawienie oraz siły witalne dopisują z czego bardzo się cieszę, bo zawsze mogło być gorzej (choć muszę być przygotowany na jedną zależność - życie to taka parabola, do pewnego momentu idzie w górę, a gdy dojdzie na szczyt zaczyna spadać by znowu się wznieść). A co mnie czeka w przyszłym tygodniu? Raczej powtórka tego :)

"Najwazniejsza sprawa - czesc z Was to zauwazyla juz wczesniej -  plany treningowe są rozpisane na 12 i 14 tygodni, pozniewaz policzylismy  3 miesiace = 3 x 4 tyg. No jak sie okazalo po drodze schował się dodatkowy tydzien, stad do maratonu od poniedzialku ( 1 lipca) mielismy odpowiednio 13 i 15 tygodni. W zwiazku z tym, powtórzymy sobie Tydzien 1 treningow i zacznimy tygodniem ponownie Nr. 1 od 8 lipca. W ten sposób zyskamy tydzień przygotowań."

14 tygodni to dużo czasu, ale chcąc pokonać taki dystans trzeba przyzwyczaić organizm do długotrwałego wysiłku. Czas ten pozwoli również na lepsze poznanie siebie samego - w jaki sposób zareaguje przy 2 godzinach, jak po 3. Oczywiście trening to nie to samo co same zawody, ale kiedyś musi być ten pierwszy raz (i nie mogę się doczekać by się o tym przekonać :))