czwartek, 4 lipca 2013

Było "A", to teraz czas na "B".

Skoro już wszystko zostało uszykowane:
- jest cel;
- jest plan treningowy;
- są przybory i substancje, które są testowane;
to wypada teraz "zmusić się" i iść w obranym kierunku :) Jako, że dzisiejszy dzień zapowiadał się brakiem czasu, wypadało wstać nieco wcześniej i wyrobić nożne kilometry. Wg. planu powinienem zrobić dzisiaj rozbieganie + interwały, jednak w związku z problemem czasowym skupiłem się tylko na rozbieganiu (większym). Umówiłem się z M. na godzinę 6:00 i niestety... wpadłem, wpadłem przez swój własny błąd, którym było późne wyszykowanie się i cierpiałem przez to. Dobrze, że pamiętałem aby uzupełnić paliwo z samego ranka w postaci batona JustFit Musli i 100 ml soku.

Jako, że czasu było mało do umówionego spotkania trzeba było się zaprzeć - zamiast tradycyjnej, spokojnej rozgrzewki miałem na początku rozruch w tempie 90-95% swojego tętna (dla mojego organizmu to była najgorsza rzecz jaką mogłem zrobić, ale nie lubię się spóźniać...). Po 2 km dobiegłem na miejsce i kontynuowaliśmy wspólnie dalszą część trasy. Zrobiliśmy 5 km kółko nad jeziorem i już wiedziałem - będzie ciężko (tempo wynosiło 85-90%). W momencie gdy już się rozdzieliliśmy, starałem się choć odrobinę uspokoić organizm, chociaż w głowie wciąż krążyła jedna myśl "jesteś umówiony, musisz pojechać po ojca i jedziecie na ryby". Dalszy odcinek 3 km trasy pokonałem w trochę spokojniejszym biegu, bo 75-80%. Oczywiście od samego początku komórkowy GPS był wredny i 10 km trasę przekształcił mi w dystans 2,16 km... Dobrze, że nogi wiedziały ile tak naprawdę zrobiły. Podczas całego biegu oraz zaraz po nim uzupełniłem płyny w postaci 125 ml Izotoniku.


Co do wyjazdu na ryby - od czasu do czasu trzeba wyjechać na łono natury, trochę wypocząć, "odchamić się". Połowy były bardzo udane, może nie były to giganty ale cieszyło mnie samo branie i możliwość holowania ryby. Pan ryba również pozdrawia :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz