wtorek, 30 lipca 2013

Lipiec można już zamknąć.

Nie jest to ostatni dzień Lipca, jednak po dzisiejszym bieganiu już wiem, że jutro to dzień przeznaczony na regeneracje organizmu. Poprzedni tydzień niestety nie był zbyt owocny z treningi... z planowanego niedzielnego długiego wybiegania nic nie wyszło... Mieliście kiedyś sytuację podbramkową na takiej zasadzie, że szukaliście ważnego dla Was dokumentu i za choinkę jasną nigdzie go nie było? Wiedzieliście, że na 10 m2 musi się gdzieś znajdować, ale po 2 godzinach przeszukiwania różnych innych skrytek.. po prostu nigdzie go nie było? Było już późne popołudnie, organizm przygotowany żeby o godzinie 19 wyjść i zrobić przebieżkę... ale po kilku godzinach poszukiwań dokumentu nie byłem wstanie pójść biegać... cały czas myślałem, że mogłem go położyć, w której teczce mogłem go pozostawić... Do końca dnia miałem tylko nadzieję, że w poniedziałek, gdy ruszę w trasę, uda mi się zrobić kopię lub jakiś odpis... Na szczęście wszystko się ułożyło (od razu poczułem jak spięte mięśnie, mimo braku niedzielnego biegu, zaczęły się rozluźniać i odpuszczać).

A jak minął dzisiejszy dzień? Po całonocnej burzy, którą miałem okazję oglądać na nocce, podchodziłem sceptycznie czy w ogóle słońce dzisiaj wyjdzie za chmur. Jednak gdy tylko otworzyłem oczy po krótkiej drzemce, co zobaczyłem? Piękną pogodę! No dobra, trochę wiało, ale przynajmniej nie padało :) Ubrany i przygotowany wyszedłem na spotkanie z chłodniejszą pogodą. Przyznaję, przyjemnie było móc przeprowadzić trening w niższej temperaturze, w porównaniu do niedawnych upałów. Pierwsze 2 kilometry polegały na rozgrzaniu niedawno co rozbudzonego organizmu. Tempo było spokojne, bo jak zwykle 65-70% tętna. Aaa, zapomniałbym - przed samym wyjściem oczywiście wypite 100 ml kompotu z czarnych porzeczek. Kolejne kilometry przychodziły ciężko. Głowa cały czas podsuwała myśl: "zrób sobie przerwę, odpocznij, zawróć do domu, itp". Sam jednak się nie poddałem i chyba organizm to wyczuł, że nie ma szans, bo już po 50 minutach było 1:0 dla mnie i ten stan już nie wracał. Ciąg dalszy dystansu (11,7 km) przebyłem w tętnie 75-80%. W ciągu całego treningu wypiłem 250 ml napoju izotonicznego (co 3 km kilka łyków) oraz zjadłem baton Just Fit (co 5 km mały "gryz", tym razem popijałem małym łykiem napoju).



Jako, że kończy się miesiąc Lipiec, zestawię cały kilometraż:

Tydzień Poniedziałek Wtorek Środa Czwartek Piątek Sobota Niedziela
I tydz. X 13,14 km X 10 km 13,73 km 16,89 km X
II tydz. 10,75 km X X X X 10,67 km 12,76 km
III tydz. X 16,35 km X 15,65 km X 13,34 km 16,88 km
IV tydz. X X 14,17 km X 10,38 km X X
V tydz. X 13,74 km X X X X X

piątek, 26 lipca 2013

Jak tu znaleźć chwilę wolnego czasu.

Większość osób chodzących do pracy zaczyna nią tydzień: poniedziałek - piątek. Dla nich to nic dziwnego chodzić 5 dni pod rząd (czasami jeszcze dochodzi do tego sobota). Mój system pracy jest trochę inny, ponieważ chodzę na nocną zmianę na 15 godzin, a co za tym idzie - nie dość, że większość dnia jestem aktywny to dochodzi do tego jeszcze cała noc. Można użyć słów "organizm się przestawia, przyzwyczaja się". Owszem, zgoda - organizm sam w sobie może się przyzwyczaić, bo następnego dnia odeśpi trochę, za to mózg nigdy nie nadrobi nocnego czasu (a to właśnie wtedy przecież następuje jego odpoczynek, regeneracja). Dzisiejszego dnia kończyłem 2 nockę z rzędu, a na popołudnie wybierałem się na trzecią. Organizm i mózg zdążyły trochę podładować zasilanie w czasie krótkiej drzemki. Jak tu jeszcze znaleźć czas na rozbieganie? A udało się, chociaż nie było łatwo - niewyspanie, do tego czas i pogoda (jedynym takim momentem było południe).

Gdy otworzyłem oczy, poczułem ten żar, który czaił się na dworze jak taki lew - każda osoba, która wychyliła tylko nos za drzwi / okno, była zaraz pożerana przez gorąc. 30 minut przed planowanym treningiem uzupełniłem trochę płynów w postaci 100 ml soku, a przed samym wyjściem wypiłem 125 ml izotoniku na mały zapas. Przeczytałem wczoraj w gazecie słowa, które bardzo dobrze pasowały do dzisiejszego biegania:
"lepiej być niedotrenowanym, niż przetrenowanym"
 I właśnie dzisiaj musiałem z nich skorzystać - nie wiem, czy to przez upał, dużą wilgotność, niewyspanie, ale biegło mi się bardzo ciężko. Pierwsze 3 kilometry potraktowałem jako rozgrzewkę w tętnie 65-70% ( do tego momentu było ok, natomiast później to była walka z samym sobą). Zamiast upragnionych w sumie 14 km, zrobiłem dzisiaj małą 10. Kolejne 7 kilometrów, które pokonywałem w tętnie 75-80 zakończyły się słowami w głowie - bądź spokojny, robisz to dla siebie. Widocznie dzisiaj miałeś zrobić tylko taki dystans. Idziesz dzisiaj na kolejną nockę, zostaw resztę sił na nią. Przez cały trening oraz zaraz po nim wypiłem 250 ml izotoniku (co 3 km kilka łyków, a po 6 kilometrze zmieniłem dawkowanie na co 2 km) i zjadłem batonik Just Fit. Dobrze, że czekała na mnie mała nagroda w domu, która bardzo poprawiła mi humor. Był nią napój czekoladowy schłodzony w lodówce. Jego skład był bardzo prosty:
- 250 ml mleka
- banan
- 2 łyżki kakao
Całość przerabiamy blenderem i wstawiamy do lodówki, napój nadaje się doskonale PO treningu.


środa, 24 lipca 2013

Nowy tydzień, nowe możliwości!

III tydzień treningowy, przygotowujący do maratonu zaczął się trochę później niż powinien. Powodem opuszczenia wczorajszego treningu był zbyt intensywny dzień, który zabrał praktycznie cały czas, a na wieczór pozwoliłem aby organizm się zregenerował (w końcu to najważniejsza faza treningu :)). W jaki sposób minął wczorajszy dzień? Z samego rana z narzeczoną wybraliśmy się rowerami do Poznańskiego Aquaparku, który mieści się w Termach Maltańskich.
Termy Maltańskie - Aquapark
Mam 23 lata, ale będąc tam bawiłem się tak dobrze, jakbym miał znowu te 6-7 lat. Praktycznie skorzystaliśmy z każdej zjeżdżalni po kilka razy + z dwóch innych atrakcji, które włączały się o pełnej godzinie, a także 30 minut po pełnej godzinie. Oprócz zabawy, sama woda wyciągnęła z Nas sporo energii, a tutaj jeszcze trzeba przecież wrócić do domu. Powrót minął trochę w wolniejszym tempie niż przejażdżka w pierwszą stronę, ale w końcu dotarliśmy. I tutaj przede mną jeszcze inne obowiązki - dojazd do wujka do warsztatu w celu przeglądu roweru, czy przypadkiem nie trzeba coś się nie zepsuło. Okazało się, że wszystko w porządku, więc gdy tylko wróciłem do domu usiadłem od razu do obiadu i... Nie nie, przerwy jeszcze nie było. Musiałem dojechać na sesje zdjęciową do Naszego Towarzystwa. W sumie.. tego dnia zrobiłem na samym rowerze około 40 kilometrów + 2h na basenie - to wymusiło przerwę dla organizmu.

Za to dzisiejszy dzień rozpocząłem z nowymi siłami! Trochę mikrourazy dały mi w kość samego ranka (chyba woda rozruszała dawno nie używane mięśnie :)). Słońce już wysoko na niebie to można się przebrać w odpowiedni strój, uszykować napój izotoniczny i w końcu wybiegać swoje :D

Jak zwykle, trening rozpocząłem od krótkiej rozgrzewki w postaci 2 kilometrów w tempie 65-70% tętna. Dało się odczuć, że słońce dzisiaj mocno przygrzewa i obowiązkiem każdej osoby jest posiadanie małej butelki picia, żeby ochłodzić organizm (dlaczego picia nie wody? Bo woda "przelatuje" przez organizm, a jeżeli jest to woda z sokiem, woda z... cukrem/solą, to organizm zachowuje na dłużej w organizmie). Kolejne kilometry mijały dość dziwnie: czułem, że obraz przelatuje mi wolno, że nie biegnę szybko, jednak Endomondo cały czas dawał mi bardzo miłe wyniki w okolicach 5 min/km. Rozbieganie na dystansie 12 km udało się przebyć w tętnie 75-80%, przy czym w czasie całego treningu wypiłem 250 ml napoju izotonicznego (co 3 km kilka łyków, a dodatkowo tym razem został użyty Izostar) i przegryzłem batonik Just Fit (co 5 km mały "gryz").

niedziela, 21 lipca 2013

I tak minął kolejny tydzień.

Niedziela wieczór... II tydzień treningu już za mną - wrażenia? Po dzisiejszym dniu odczuwam pozytywne zmęczenie tym tygodniem. Trochę jest to spowodowane tym, że wybrałem się z wczesnego ranka do sklepu rowerem, taka rekreacyjno-rehabilitacyjna wycieczka (najlepszy sposób na regeneracje kolana i mięśni to właśnie rower lub pływanie :)). W sumie to pokonałem w obydwie strony około 30 km, ale było warto! A zatem co zyskałem? Proszę :)


Kupiłem kilka produktów do testowania, które będę wykorzystywał podczas Maratonu (w końcu na samych batonikach nie będę biegał :)). A skąd ta bluza? Była w promocji i bardzo się przyda na sezon jesień/zima.

Zaplanowałem dzisiaj trochę dłuższe wybieganie. Szczerze powiem... miałem z tym problem. Największym z nich było utrzymanie niższego tętna, ponieważ głowa wiedziała jedno, a serce chciało "szybciej, szybciej". Ale i to się udało! Całe 16,88 km pokonałem w tętnie 65-70%. Nim jednak wyszedłem na bieg zjadłem 3 kostki czekolady i 100 ml płynu. Teraz wiem, że na dłuższe wybiegania muszę zabierać ze sobą więcej napoju izotonicznego i pić trochę częściej. W sumie to podczas całego treningu wypiłem 250 ml napoju (na początku co 3 km kilka łyków do 12 km, później co 2 km przez wzgląd na odczucie organizmu) i zjadłem batonika Just Fit (co 5 km "gryz"). Po powrocie do domu, z uczuciem utraty płynów, piłem małymi łykami kolejną dawkę 250 ml napoju izotonicznego i wypróbowałem Owocowy żel APTONIA o smaku jabłkowym. Pierwszy raz miałem okazję jeść coś takiego, bardzo dobry jabłkowy smak, łatwo się konsumuje. Na pewno napiszę jeszcze nie jeden post odnośnie produktów, które będę próbował :)



Tabelka sumująca ten tydzień treningu:

Dzień treningu Wtorek Czwartek Sobota NiedzielaSuma
Kilometraż 16,35 km 15,65 km 13,34 km 16,88 km62,22 km